niedziela, 24 lipca 2011

Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi jaja

Moje rzęsy to temat, który należy dyplomatycznie przemilczeć, ewentualnie skwitować ciężkim westchnieniem bólu i rozpaczy. Rzadkie, krótkie i niereformowalne, niezdolne od jakiejkolwiek resocjalizacji i ogarnięcia się na tyle, żeby mój poziom wkurwienia nie podskakiwał złowieszczo za każdym razem, kiedy spróbuję przetestować jakiś nowy wynalazek do rzęs właśnie, a mam taką tendencję, bo jestem głupia i naiwna, czyli dochodzę za każdym razem do wniosku, że to coś da. Udało mi się jednak znaleźć mój maszkarowy ideał, któremu pozostanę wierna po wszystkie życia dni zapewne, bo już nic lepszego nie będę w stanie znaleźć. Miłe to uczucie, kiedy zyskujemy przekonanie, że znalazło się ulubieńca po dekadach bezskutecznych poszukiwań. Wybaczcie brak korektora na efektach nocy poprzedniej, ale na kaca najlepsze jest powietrze z pompki od materaca, nie zaś konsiler. Przy okazji - moje pirackie połączenie złota z pękaczem po pięciu dniach.

 MAX FACTOR False Lash Effect Full Lashes, Natural Look Mascara
 Bez tuszu:
 Z tuszem:




Pod moją notką o tuszach Maybelline z marca, które uważam za niewypały stulecia (chociaż Collosala oswoiłam, tak jak przewidywałam), otrzymałam komentarz od imć Anonima, który twierdził, że 'jak sie nie umie malowac, to coz ;]'. Komentarz skasowałam, bo jestem nieodporną na krytykę rozpieszczoną jedynaczką, ale mogę powiedzieć z całą pewnością, że co jak co, ale malować rzęsy, to musiałam się nauczyć, posiadając takie coś zamiast rzęs właściwych :)))

14 komentarzy:

  1. fajną ma szczotkę i co najwazniejsze - faktycznie widac roznice :) i to duza!

    OdpowiedzUsuń
  2. zauważyłam, że po blogspocie kursuje anonim, który krytykuje makijaże, mam kilka takich krytyk w swoich maczkowych postach, średnio to przyjemne, ale każdemu nie dogodzisz

    OdpowiedzUsuń
  3. znam twój ból, moje rzęsy są tragiczne - krótkie i co najgorsze proste czego nie da się zmienić niczym :/. A do tego mam taką budowę oka, że każdy tusz się u mnie osypuję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Różnica jest :) na plus oczywiście :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ładnie podkreśla rzęsy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Też bardzo lubię ten tusz :) A anonimem się nie przejmuj, wszyscy gupcy na dżewo :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam podobne rzęsy, muszę go wypróbować :3 nieziemsko podoba mi się manicure!

    OdpowiedzUsuń
  8. swego czasu na niego polowałam na allegro, ale udało mi się kupić 2000 calorie w Rossmanie po nieziemskiej promocji i jakoś tak o nim zapomniałam. na razie mnie nie kusi :D

    OdpowiedzUsuń
  9. och tak, bardzo przyjemne jest znalezienie ideału "po dekadach bezskutecznych poszukiwań" - co jednak człowiek odczuwa na wieść, że taki ideał na przykład zostaje bezpowrotnie wycofany - tego niestety nie wyrażą żadne słowa.
    witam w klubie niewidzialnych rzęs, btw. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. i tak, też lubię tusze ze sylykonowymi szczotami. mam wrażenie, że tylko takie mogą sprostać wyzwaniu rzęs takich, które natura postanowiła stworzyć na przekór konwenansom, kanonom piękna oraz standardom kosmetyki.

    OdpowiedzUsuń
  11. Pozwoliłam sobie Ciebie oTAGować :))
    http://prosteczynnosci.blogspot.com/2011/07/make-up-blogger-award.html

    OdpowiedzUsuń
  12. nio rzeczywiście masz delikatniutkie te rzęsy ale nie poddawaj sie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja polecam Luigan/Latisse-rewelacja,wiem,że niektórzy się boją,bo to jednak lek(oba preparaty mają identyczny skład),ale ja przetestowałam i rzęsy urosły mi do brwi.Nie żartuję.

    OdpowiedzUsuń
  14. tusz daje radę! ja mam za to dość długie, proste jak drut rzęsy które przy próbie mocniejszego pomalowania lubią skleić się z dolnymi a dla okularnicy ich rozklejenie w miejscu publicznym to już mały zabieg :) skoro oswoiłaś maszkarona, to serdecznie gratuluje :)

    OdpowiedzUsuń